wczoraj na Jasnej Górze było bardzo tłoczno. swoje spotkanie miały wyższe przełożone zakonne, co mnie bardzo cieszy, bo to mądre kobiety, a rozmowy z mądrymi ludźmi zawsze są dobre. tłok jednak zrobił kto inny: dzieciaki ze szkół imienia JP2. 20 tysięcy dzieciaków. dają radę. fajna ekipa bardzo "kolorowa".
spotkanie z siostrami dało mi, więcej niż ja potrafiłem dać. dużo światła, jeśli można powiedzieć, dużo dojrzałego światła w nich jest. takie spotkanie są bardzo piękne, bo pokazują tę zupełnie inną perspektywę. tą perspektywą jest Niebo. bardzo namacalne. wtedy, jakże nie tęsknić?
patrzyłem na kolory ekipy. usiadłem sobie gdzieś na trawie między nimi na Mszy na wałach. słucham patosu płynącego z ust ważnych. słuchałem śpiewu warszawskich dzieci, przygotowanych przez gorliwych wychowawców. słuchałem tego co mówił Nuncjusz. słuchałem tego siedząc w tym kolorowym tłumie. dość szybko zajęli się sobą, skoro nikt nie chciał zająć się nimi.
nikt z góry nie zadał sobie trudu, żeby pobyć z nimi. i tak powstały dwa światy. ci na wałach i ci pod wałami.
patrzyłem na tę kolejna zmarnowaną szansę.
z każdym słowem abp Kowalczyka miałem tysiąc pomysłów jak można ten dzień wykorzystać, jak wykorzystać tę paletę kolorów, aby poczuli, że to jest ich dzień. słowa patosu, słowa wyświechtane do nikogo nie trafiają.
po wszystkim siedziałem na ostatnim parkingu przy płocie na trawie, jak zwykle w "cywilu". obok usiedli zapaleni kibice pewnego, których szkoła tez nosi imię JP2. czekałem na swoich. młodziaki zaczęli nawijkę o klubie. podpuściłem ich, że z takim składem nie mają szans na mistrza. fajnie się buntowali. puścili mi mp3 z ich hymnem. tak, oni się z klubem z barwami, z walką utożsamiają, a to co dostali pod Jasną Górą nijak się ma do ich młodzieńczego ducha. gadaliśmy długo. w końcu przyszli moi i tekst: "psze księdza, ile jeszcze mamy czasu?" w tamtych jakby piorun strzelił: "to pan jest księdzem, bo myśleliśmy, że kierowcą". no spoko prawko też mam. więc nie problem.
poszedłem z moimi na kiermasz na "barbarę"
", po pamiątki. widziałem, jak odprowadzają mnie wzrokiem.
żal mi się ich zrobił, gdy usłyszałem jak ich opiekun woła: "dalej szybko do autobusu bo już zaraz 15 i musimy zacząć koronkę". tia, musimy
jeśli ktokolwiek będzie winny temu, że nie znajdą swojego miejsca w Kościele to tylko my, księża.